Przejdź do głównej treści

Zapiski Między Wierszami

"Kochamy w innych to, co chcemy ożywić w sobie
i nienawidzimy tego, na co sobie nie pozwalamy.”

nawiązuje do treści

Kiedy siedzisz w cichości ducha swego przez wiele dni, w otoczeniu łąk i lasu pozbawiona towarzystwa ludzi, masz w końcu okazję zanurzyć się w głos płynący z Twojego wnętrza. Ta wszechobecna cisza i pustka odkrywa ogromną wypełniającą cię przestrzeń, przebogatą w minerały, witaminy, wirusy i bakterie i pozwala w końcu się dotknąć, poznać i zdefiniować. Owszem, nie zrobisz pełnego przeglądu w tak krótkim czasie, ale jeśli otworzysz wrota duszy i zaczniesz oglądać serce, to zobaczysz nieprzebrane rejony, o których nawet nie śniłaś. Hałas, zgiełk, tłum w codzienności nie sprzyjają takiej podróży, tylko zakrzykują ją panosząc się po Twoim domu, jak nieproszeni goście.

Klarze znowu gdzieś w odmętach internetu wpadł w oczy cytat „Kochamy w innych to, co chcemy ożywić w sobie i nienawidzimy tego, na co sobie nie pozwalamy”. Nie miała szczególnie serca do Freuda, ale ta teza zatrzymała ją dłużej przy jej własnym życiu.
 
Nie jest niczym szczególnie odkrywczym ogólne przekonanie o tym, że ludzie są naszym lustrem i, że dostrzegamy w innych, to co nosimy w sobie. Klara jednak poszła z refleksja w niecą inna stronę. Te wszystkie przypadkowe spotkania są w rzeczywistości naszym stworzeniem i to dokładnie wtedy, kiedy jesteśmy gotowi na spotkanie z sobą. Kreujemy tych ludzi z własnych emocji, z tęsknot, z nieprzepracowanych lekcji. To trochę tak, jakbyśmy wychodzili na spotkanie z własnym cieniem. Wtedy na horyzoncie pojawia się ktoś, kto odpowiada na nasze potrzeby, które notabene sami wykreowaliśmy. Czasami ten ktoś jest na dłużej, czasami tylko na chwile, jednak to nie ma znaczenia, bo każda osoba jest tylko dla odegrania jakiejś roli w naszym życiu, w którym to my jesteśmy reżyserami.
 
Freud twierdził, że „Kochamy w innych to, co chcemy ożywić w sobie, i nienawidzimy tego, na co sobie nie pozwalamy.” To znaczy, że jeśli nie lubimy osób zarozumiałych, nosimy w sobie pragnienie do bycia bardziej pewnymi siebie, a nie że sami jesteśmy zarozumiali. Może to twoja własna pewność siebie domaga się wyjścia z ukrycia. Podziwiasz kogoś, kto mówi z lekkością? To twoja nieśmiała część chce w końcu też coś powiedzieć. Jeśli lubimy osoby wesołe i towarzyskie, to znaczy, że nasze zamknięcie i zasmucenie szuka katalizatora. Te nasze chęci i niechęci istnieją jednak w naszej nieświadomości, dlatego nie myślimy o tym na codzień w takich kategoriach.
 
Podobnie jest z wybieraniem partnera. Nie wybierasz partnera, ale znany sobie ból. I tak długo będziesz powtarzać tę samą historię, póki nie zmienisz i nie napiszesz odpowiedniego zakończenia dla tego bólu. Odejdziesz od osoby toksycznej, ale prędzej czy później spotkasz ją znowu w innym ciele i z innym imieniem.
 
Ludzie przychodzą i odchodzą, znikają czasami szybciej niż się tego spodziewamy, ale nie warto pytać dlaczego tak się stało, tylko czego się dzięki tym spotkaniom nauczyłam. Spełnili swoją rolę, może to myśmy ich puścili, ale skoro spotkanie z drugim człowiekiem jest tak naprawdę spotkaniem z sobą, to kwestia jest, czego się o sobie dowiedziałaś? Co nowego odkryłaś? Jak się czujesz z tym, co zobaczyłaś w lustrze? Co dalej zamierzasz z tym zrobić? Każde z tych spotkań i zniknięć daje nam szansę spojrzeć na siebie z zewnątrz.
 
Klarę, jak zwykle uruchamiały pytania. Na czym polega to, że tworzymy ludzi dla siebie? Po co i co mamy zrobić z każdym napotkanym człowiekiem?
 
Tworzenie siebie oznacza, że nasza psychika nieustannie rzeźbi rzeczywistości z własnych pragnień, ran i potrzeb. Nieświadomość pokazuje nam, co w nas jeszcze jest do zrozumienia, do odkrycia, z czym jeszcze musimy się zmierzyć.
 
Jeśli spotykasz kogoś dominującego? Może to znak, że za długo pozwalasz sobą rządzić.
Ktoś cię lekceważy? Może ty sam lekceważysz swoje potrzeby.
Ktoś cię zachwyca swoją swobodą? Może twoja własna część też pragnie w końcu oddychać.
Ludzie są jak emocjonalne sygnalizatory.

Niektórzy zapalają w tobie złość, inni tęsknotę, inni spokój, ale to zawsze będą twoje światła.
Warto zatem zauważyć, co się w tobie poruszyło w wyniku spotkania i relacji z drugą osobą.
Każdy, zostawia ci fragment ciebie samego, który wcześniej był zagubiony.
 
I może właśnie w tym tkwi sens tej „nieprzypadkowości”: że to nie ludzie nas zmieniają, tylko my — dzięki nim — wreszcie spotykamy siebie.
 
W życiu Klary było kilka brutalnych i gwałtownych odejść i teraz zamyślona zastanawiała się, czego dowiedziała się o sobie.
 
– a, jeżeli ja wcale nie chcę spotykać się z ludźmi, bo jestem odludkiem i samotnikiem? – im więcej odpowiedzi się mnożyło, tym więcej pytań padało… na nieszczęście Klary i jej czytelników.
 
Zauważyła, że w tym pytaniu nie ma już żadnej maski. Jest tylko zmęczenie ludźmi, światem, grą.
 
Odpowiedź przyszła z jej wnętrza tak, jak wszystko, co ja otaczało. Czasem jest to po prostu regeneracja duszy po zbyt wielu hałasach. Każdy potrzebuje okazjonalnie lub na dłużej chwili wytchnienia, bo przestaje nadążać za prędkością obrotową Ziemi. Wtedy przychodzi czas na spotkanie z sobą w pragnieniu równowagi. Nie ma silnych na zbyt ciężki głaz noszony na plecach w akcie powielania syzyfowych błędów.
 
Przewrotne jest to, że nawet gdy uciekasz od ludzi, świat wciąż ci ich podsyła. Może nie osobiście, choć to też się zdarza, ale przez wspomnienia, sny, książki, dźwięki i zapachy.
Czasami wystarczy drobiazg, żeby nas poruszyć.
Ludzie żyją w naszych głowach, nawet jeśli dawno zniknęli, bo skoro są personifikacją nas samych, to ciężko, żeby zniknęli.
Biorąc to wszystko pod uwagę, kim tak naprawdę są ci wszyscy ludzie, których spotykamy? Bo jak widać nie spotykamy ich dla nich samych…
 
Niektórzy ludzie czują się przy tobie zdemaskowani, więc zaczynają grać, a wtedy zostajemy na scenie sami, już bez masek.